niedziela, 14 lipca 2013

11

Rozdział 11
CZYTASZ-KOMENTUJESZ
_______________________________________________________________________   *****Następnego dnia********

Obudziłam się o 7:00, bo na 11 musiałam być u chłopaków. Poszłam do łazienki i się umyłam. Ubrałam to:

ponieważ na dworze nie było za ciepło i padało. Wyszłam z domu. Oczywiście wzięłam parasol. Nadal nie wiedziałam co zrobić. Teraz czekałam tylko na cud, którego nie będzie. Nie miałam dziś humoru, ani na nic chęć, ale praca to praca.  Chciałam, jak najszybciej się wyrobić. Weszłam do domu chłopaków nawet nie pukając była dopiero 10:30. 
K: Dobra chłopaki trzeba się przygotować !
Z: Jest dopiero 10:30 , a koncert zaczyna się o 13:20. 
K :Nie chcesz mnie wkurzyć. Mam jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia.
H: a można wiedzieć jaką sprawę.
K: emm.. no  ten... ważną.
Li: Dobra chodźcie. Jedziemy.
K: Jedziemy ?
Li: No tak. - czyli jeszcze więcej czasu.
K : Dobra tylko szybko. !- wszyscy zaczęli się zbierać, a ja się tylko stresowałam, a jeżeli nie zdążę ? Nie to nie możliwe. Nawet tak myśleć nie mogę. Wsiedliśmy do auta Louisa, bo było największe.
N: Powiesz nam co  to za ważna sprawa.
K: Mam spotkanie w sprawie takiej jakby pracy.
N: Jakby ?
K: Tak, tak. - nikt nic więcej nie mówił, a ja tylko cały czas spoglądałam na telefon. Dojechaliśmy. ~W końcu. ~ pomyślałam. Wysiadłam, jak najszybciej z auta.
***2 godziny później******
Usiadłam na chwilę żeby odpocząć. Chłopaki także siedzieli, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
K: Halo ?
T: Hej. Tu Tam.- rozglądnęłam się po pomieszczeniu
K: Cześć. Coś się stało, że dzwonisz ?- ściszyłam głos żeby tylko ona mnie słyszała. Zauważyłam, że chłopaki mi się przyglądają.
T: Tak. Zajęcia dziś się nie odbędą . Dopiero jutro.

K: Naprawdę, nawet nie wiesz, jak dobrze.- wypuściłam powietrze z ust i oparłam się wygodnie o
T: Zdecydowałaś już.
K: To nie jest takie łatwe.
T: Jest.
K: Pogadamy później. Papa.
T: Rób to co kochasz- rozłączyła się.
K: Mam taki zamiar - szepnęłam.
Lou: Jaki zamiar ?
K: ym... kupić .... kapustę ! Tak kapustę.- chłopaki spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami.
N: To chętnie przyjdę do ciebie na pierogi.
K: Chętnie was zaproszę. Spróbujecie polskich pierogów.
N: To jutro możemy przyjść.
K: Jutro ?  Nie  mogę.. mam... spotkanie, bo dziś je odwołali.
Z: Czemu chcesz zmienić pracę ?
Lou: źle się u nas pracuję ?
K: Nie. Oczywiście, że nie. Ja po prostu....- nie wiedziałam co im powiedzieć.
O(ochroniarz): za 5 minut wchodzicie na scenę.
Li: Dobrze.
K: To życzę powodzenia.
H: Zostaniesz ?
K: Tak.- uśmiechnął się szeroko.
O: wychodzicie !- chłopaki wstali i zaczęli wychodzić. Usłyszałam piski.  Zaczęli coś mówić, ale ja ich nie słuchałam. Na początek zaśpiewali :Kiss you",a potem :Stole my Heart". Doszli do : Little Things"  Była to moja ulubiona piosenka, gdy Harry śpiewał swoją zwrotkę patrzał mi w oczy.  Zaśpiewali jeszcze parę piosenek i zeszli ze sceny. Przebrali się w swoje stare ciuchy. Harry podszedł do mnie.
H: Rozdamy parę autografów i jedziemy po Magdę. Będziecie nocować u nas. Chcę trochę spędzić z tobą czasu.
K: ale...
H: Nie ma żadne ale. Kocham cię.
K: Dobrze. Ja ciebie też. Poczekam przy limuzynie. - wyszłam z budynku i poczekałam, gdy nagle jakaś plastikowa blondyna podeszłą do mnie. Miała dużo tapety.
D(dziewczyna): to ty jesteś tą dziewczyną Harrego ?
K: Tak...- odpowiedziałam nie pewnie. Nie wiedziałam, że ktoś o tym wie.
D: Masz się od niego odczepić. Jak ty w ogóle wyglądasz ? Siedem nieszczęść. Nie wiem co Harry w tobie widzi, nie jesteś nawet ładna. Pewnie jest z tobą z litości. Na pewno taki ktoś jak ty . Ty jesteś nikim. Rozumiesz NIKIM !-  nie wiedziałąm co powiedzieć, zabolały mnie jej słowa. Zobaczyłam Harrego, któy przygląda się tej sytuacji. Powoli podszedł do nas i mnie objął.
H: Przepraszam ! Jesteś moją fanką ?
D: Tak. -  zaczęła się przybliżać do Harrego- i mogę być kimś więcej.
H: Gdybyś była moją fanką byś nie obrażała mojej dziewczyny.
D: Oj Harry, przestań. Każdy wie, że ona jest nikim. Co ona ma ci do zaoferowania ? Nic !
H:  Ty nic nie masz do zaoferowania. Kocham ją ! Rozumiesz to ?
D: Dam ci mój numer jakbyś zmienił zdanie.-podała mu kartkę i odeszła. Wszyscy się na nas gapili.
K: Harry możemy już jechać. Proszę.
H: Tak. Wsiadaj. Ja zawołam chłopaków.
K: Dziękuje. - weszłam do auta . Oczy miałam zapełnione łzami, ale nie chciałam płakać. Po chwili chłopaki wsiedli do samochodu. 
Li: Wszystko w porządku.
K: a może ona ma rację ? Czemu Harry jest ze mną ? Czemu wy się ze mną przyjaźnicie ?- czułam, jak łzy spływają mi po policzkach.
H: Ona nie ma racji. Ja cię kocham. Jesteś dziewczyną moich marzeń. Nie słuchaj fanki, która myślałam, że zostanę jej mężem ! Ona jest nikim ważnym !
Z: Zgadzam się z Harrym, a my przyjaźnimy się z tobą, bo ci nie zależy na kasie, którą zarabiamy, na sławię i wiemy, że ty nas nie opuścisz tak, jak my ciebie.
K: ale to nie ma sensu. Wy jesteście gwiazdami, a ja zwykłą dziewczyną z Polski, która przyjechała znaleźć pracę.
Li: Może jesteś zwykłą dziewczyną, ale jedną z których poznały nas jako zwykłych ludzi. Jesteś naszą przyjaciółką.
K: Ja po prostu nie lubię być w centrum uwagi. Nie chcę.
N: Wiemy. To nie jest takie łatwe, jak się wydaję. Musisz być cały czas perfekcyjny. Czekają na twój najmniejszy błąd.- Harry mnie mocno przytulił.
H: Nie płacz już. Nie mogę na ciebie patrzeć kiedy płaczesz.
K: To nie patrz- zaśmiałam się.
H: No i taka masz być cały czas.

K: W snach.- reszta drogi minęłam miło. Zapomnieliśmy co się wydarzyło. Podjechaliśmy pod mój i Magdy  dom .
K: Poczekajcie. Pojdę tylko po Magdę.- weszłam, a raczej wbiegłam do domu. Zauważyłam Magdę, która siedzi na kanapie. Odwróciła się w moją stronę. Widać było, że płakała.- co się stało ?
M: Niall.... on..... mówi, że to na imprezie to nie prawda. Nie kocha mnie.- stałam i patrzałam na nią.
K: Strasznie mi przykro.-podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.-poczekaj chwilę. -wybiegłam z domu i podeszłam do auta.- przykro mi chłopaki, ale z dzisiejszego wieczoru nici.
H: Co ?czemu ?
K: Muszę pogadać z Magdą. Ma dziś zły dzień. Ktoś ją bardzo zranił. Nie mogę przecież zostawić jej samej.- spojrzałam Nialla. Spuścił wzrok.
Lou: No racja. Szkoda. Więc pa.
K: Strasznie was przepraszam, ale muszę z nią zostać.
Li: Dobrze. Rozumiemy.
H: Kocham cię.
K: Też cię kocham. Papa !- poczekałam aż odjadą i weszłam do domu.- a teraz opowiadaj, jak to się stało ?
M: No on....
_____________________________________________________________












 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz